Ukryta historia...

Maciej Pisuk z cyklu "Pod skórą. Fotografie z Brzeskiej"
Maciej Pisuk z cyklu "Pod skórą. Fotografie z Brzeskiej" Internet
Czy historia ukryta za fotografią jest ważna i pomaga w odbiorze czy (też) przeszkadza? Czy warto w ogóle zagłębiać się tak w zdjęcia?

Obrazy migają nam codziennie z częstotliwością tak ogromną, że czasami poważnie zastanawiam się, czy kiedyś moja czaszka nie pęknie rozsypując przy tym miliony zdjęć, które mój umysł zakodował.
To właśnie dlatego mamy „znieczulicę” na zdjęcia. Codziennie pochłaniamy koktajl skrajności - Pani na plakacie ma mnie przekonać, że znalazła sposób na starość, Pan z magazynu ma sposób na wielką kasę, na kolejnej stronie muszę dostać w łeb fotografią z jakiegoś konfliktu zbrojnego - inaczej mogłabym zapomnieć, że inni mają gorzej. Tutaj dochodzimy do meritum.
Zdjęcie powyżej: Niby zwykła fota. Ojciec leży obok syna, razem wpatrują się w akwarium pełne rybek. Dobra kompozycja, światło dodaje trochę mrocznego klimatu i to tyle. „Nuda. Widziałam takich zdjęć tysiące i to lepiej sfotografowanych” - tak może powiedzieć każdy. Naprawdę?
Prawda jest taka: w tym mieszkaniu, żyje czteroosobowa rodzina. Mają na tych 27 metrach kwadratowych, aż trzy akwaria. W każdym z nich pływa tylko kilka rybek. Rybki mają przestrzeń, której nie mogą mieć właściciele...ten nieobecny wzrok ojca - jakby snuł marzenia o innej przestrzeni...Ta historia ukryta gdzieś pomiędzy pixelami poruszyła moją duszę. Dlaczego? Może dlatego, że sama żyłam w mieszkaniu gdzie 2 osoby to był już tłum, a może dlatego, że to zdjęcie i historia są tak prosto opowiedziane. Nie wiem. To nie ma znaczenia. Takich fotografii szukam. Takie uwielbiam.
Zdjęcie Macieja Pisuka z cyklu pt. ” POD SKÓRĄ. FOTOGRAFIE Z BRZESKIEJ ” który był wystawiany jakiś czas temu w CSW w Warszawie, ale na pewno jeszcze nie raz go gdzieś zobaczmy.

Kilka słów autora o swojej pracy nad projektem: „Fotografuję osoby, które dobrze znam, z którymi jestem w bliskim kontakcie. Zachowują oni kontrolę nad swoim wizerunkiem i zawsze wiedzą gdzie i w jakim kontekście ich portrety zostają umieszczone. Nie robię zdjęć „migawkowych”, osoba fotografowana jest zawsze świadoma mojej obecności. Żeby zrobić dobry portret, przynajmniej tak jak ja go rozumiem, konieczne jest zbudowanie relacji z drugą osobą. Relacja zawsze oparta jest na wzajemności. Jeśli liczę na otwartość i zrozumienie - muszę to samo zaoferować w zamian. Paradoksalnie, elementem, który bardzo to utrudnia jest właśnie aparat. To rodzaj maski, za którą chowa się fotograf, maski która wyklucza przecież wzajemność. Sporo wysiłku wkładam w to by robiąc zdjęcia „pozbyć się” aparatu, sprawić by stał się on - również dla mnie - przezroczysty, niezauważalny. W ten sposób mam szansę odsłonić własną twarz i dotrzeć do prawdy, która kryje się w twarzy drugiej osoby.” całość tutaj : http://csw.art.pl/index.php?action=aktualnosci&s2=1&id=438&lang=
Trwa ładowanie komentarzy...