O autorze
Dlaczego fotografia? To proste: rodzimy się, fotografujemy i umieramy. Na blogu pokażę Wam zdjęcia które warto znać, opowiem o historiach, które za nimi stoją. Będę pisać też o fajnych miejscach, magicznym świetle i ważnych fotografach. Będzie reklamowo i artystycznie. Miłego czytania:)

American trip II

Boston z wieży obserwacyjnej.
Boston z wieży obserwacyjnej. Martyna Gulbinowicz - Muszyńska
Po 30 godzinach na nogach mogę wreszcie coś napisać. Powrót do ojczyzny po tak długich wakacjach zawsze jest ciężki: z jednej strony prawie popłakałam się na widok ogórka małosolnego, z drugiej strony bardzo brakuje mi wszechobecnego amerykańskiego uśmiechu…liczę na to, że powrócę do normalności już niedługo – dobrze, że jest jeszcze majowy weekend☺

Dzisiejsze zdjęcia pochodzą z mojej podróży do Bostonu. Pięknego miasta pełnego pysznego jedzenia i piwa, dobrej muzyk i cudownych małych knajpek. Udało mi się tam spełnić jedno w moich największych marzeń – zobaczyć na żywo mecz NBA. Grał Boston Celtics przeciwko Philadelphia 76. Atmosfera absolutnie genialna. Przed meczem nastąpiło huczne odśpiewanie hymnu narodowego. Zgasły światła, wszyscy wstali, na telebimach leciały fragmenty wszystkich najważniejszych wydarzeń w Ameryce – od ryciny konstytucji przez 11 września 2001 po walczących żołnierzy w Iraku. Wydawało mi się to z początku trochę śmieszne, ale po namyśle i rozmowie z moją Ciotką (w 100 % Amerykanką) zrozumiałam, że dla nich bycie Amerykaninem to ogromny powód do dumy i nic ich tak nie jednoczy jak właśnie flaga i śpiewanie hymnu….O symbolu amerykańskiej flagi napiszę osobnego posta, ponieważ nie spodziewałam się, że dla nich ten skrawek materiału to jedna z najważniejszych rzeczy na świecie.



Oczywiście bez sztuki nie ma zwiedzania. Museum of Fine Arts w Bostonie jest fajnym miejscem nie tylko ze względu na sztukę. Architektura tego budynku jest warta uwagi – dla wszystkich tych którzy lubią otwartą przestrzeń bardzo dobrze zorganizowaną. Co warte uwagi po godzinie 4 wstęp jest wolny.

W Bostonie nastąpiło moje pierwsze spotkanie z amerykańskim wirusem i próba pokonania go przy pomocy amerykańskich specyfików - w mojej opinii potrafią postawić martwego konia na nogi.







Trwa ładowanie komentarzy...